środa, 11 marca 2015

Rozdział 3




3.

Stary dziwak.

       Biegła przed siebie nie zważając na to, że elfy się za nią oglądają. Ani na to, że wieczór jest chłodny, a ona nie wzięła nic do okrycia ramion. Ani na to, że jej długa suknia zaczepiała się o gałązki i krzaki. Ani na to, że płakała.
            Była tak wciekła, że nic ją nie interesowało.
            W końcu zatrzymała się w środku lasu, z dala od wszystkich.
            Tak jej się przynajmniej wydawało.
-To bułka pszenna?- odwróciła się gwałtownie, słysząc za sobą jakiś głos. I aż krzyknęła, gdy zobaczyła kto to powiedział.
            Był to elf. Elf tak stary, że jego rzadkie włosy stały się zupełnie białe, blada skóra pomarszczyła się jak suszona śliwka, chude plecy były zgarbione pod ciężarem przeżytych lat, niegdyś błękitne oczy były zaszyte białą mgiełką, ubrania wyglądały jakby były zrobione z liści i futer, a na wierzchu prawej dłoni rósł mały grzybek.
            Olliminel. Jej pra-pra-pra-pra-pra i tak chyba jeszcze z tysiąc razy, dziadek. Najstarszy żyjący elf. Zabawne, że jego imię oznacza „młodzieniec”. Niektórzy sądzą, że już chodził po świecie, gdy rodziły się pierwsze gwiazdy. Ale to niemożliwe żeby był aż tak stary.
            A może…
-Wystraszyłeś mnie dziadku- powiedziała, zła na siebie, że tak łatwo dała się zaskoczyć.
-Pszenna?- zapytał ponownie, wskazując na jej rękę, a ona dopiero teraz zdała sobie sprawę, że wciąż trzyma w niej bułkę. Westchnęła i kiwnęła głową.
-Tak, proszę-wyciągnęła do niego rękę, a on uśmiechnął się i pokręcił głową.
-Lepiej ty zjedz. Jesteś głodna, Etia- poklepał ją po dłoni, a ona z wdzięcznością zajęła się jedzeniem.
            Dziadek zawsze nazywał ją „Etią”. To tornado w staroelfickim. Nie wiedziała dlaczego tak do niej mówił, ale jej to nie przeszkadzało.
            Lubiła odwiedzać dziadka. Robiła to odkąd w dzieciństwie przypadkiem znalazła go szwędając się po lesie. Lub raczej to on znalazł ją. Zawsze opowiadał jej bajki Pierwszych Elfów.
Mieszkał w lesie, z dala od cywilizacji, zgiełku i innych elfów. Tylko on, las i niebo. Zupełnie jak Pierwsze Elfy.
-Pokłóciłaś się z ojcem- odparł, a Eladiera, spojrzała na niego, unosząc brwi. Głowę miał zadartą, patrzył w niebo. Zawsze wiedział co się stało. Gdy go pytała skąd to wie, odpowiadał, że wyczytał to z gwiazd. Olliminel przekrzywił lekko głowę, jakby na coś patrzył. –I jesteś zła na narzeczonego. Dlaczego?- spojrzał na nią nagle, odwracając się gwałtownie, a Eladiera uśmiechnęła się, opierając się o młodą sosnę.
-Wszystko wyczytałeś z gwiazd, a tego nie?- zapytała, a starzec zmierzył ją uważnym spojrzeniem.
-Gwiazdy nie mówią mi wszystkiego, Etia. Bo gdyby tak było, głowa by mi pękła od tego ciągłego gadania- mruknął, a ona zachichotała, czując jak złość mija, zamieniając się w dziwną pustkę.
-Po prostu mam dość tego, że inni robią wszystko za mnie. Mam prawo do własnego zdania.
-Wszyscy mają prawo do własnego zdania- zgodził się z nią Olliminel, stając obok niej, a ona obróciła głowę, patrząc mu w oczy zaszyte mleczną mgiełką. –Wszyscy oprócz córek Króla- dodał, a Eladiera zgromiła go spojrzeniem.
-To nie fair- mruknęła, wbijając wzrok w czubki butów.
-A kto powiedział, że życie jest fair?- zapytał, wyciągając do niej kościstą rękę z małym grzybkiem na jej wierzchu. Chwyciła ją i przeszła z nim kawałek. Zatrzymali się na malutkiej polanie, otoczonej brzozami. Światło księżyca wydawało się tu jaśniejsze, a wszystko wokół miało wyraźniejsze kontury. –Jak to mówią ludzie: Live is brutal- odparł, a Eladiera, mimo dziwnej pustki w środku, zachichotała rozbawiona.
-Dziadku, skąd wiesz tyle o ludziach?
            Zawsze, gdy go odwiedzała opowiadał jej najróżniejsze historie o ludziach. O ich królach, dzielnych rycerzach i damach w opałach. Potem o kowbojach, lordach w eleganckich farach i wreszcie o normalnych ludziach w dżinach i trampach, jeżdżących samo jeżdżącymi pojazdami, zwanymi samochodami.
            Nie wiedziała co to dżinsy i trampki, ale nie chciała zaprzątać sobie tym głowy.
            Lubiła słuchać dziwnych historii o ludziach. Wydawali jej się ciekawą rasą. Inni uważali ich za półgłówków, bo nie dostrzegali Prawdziwego Świata, Retresu, który był ojczyzną wszystkich magicznych istot. Mieli upośledzony Wzrok i uważali wróżki, skrzaty, elfy i krasnoludy za bajki. A duchami, wampirami, demonami i wilkołakami straszyli dzieci.
Ale ona lubiła ich właśnie za ich ułomność. Mieli takie normalne, spokojne życia. Nie zamartwiali się tym, że jakiś goblin zjadł im petunie posadzone przed domem. A nawet jeśli jakiś je zjadł, myśleli, że to dziwny przypadek i sadzili nowe, nie myśląc o tym.
A przede wszystkim, nie musieli oddawać czci elfickiej rodzinie królewskiej. Nie wiedzieli nawet, że takowa w ogóle istnieje.
I to jej się podobało.
-Gwiazdy czasem odsłaniają przede mną sekrety ich życia- wskazał na niebo usłane świecącymi punkcikami. –A czasem po prostu zbyt głośno plotkują- mruknął, krzywiąc się, wywołując uśmiech na jej ustach.
-Czasem chciałabym zobaczyć jak wygląda ich świat- westchnęła, patrząc zamyślona na księżyc, który, jakby widząc, że jest obserwowany, wychylił się leniwie zza chmury.
-Naprawdę?- zapytał Olliminel, a ona spojrzała na niego i kiwnęła głową.
-Tak. Zawsze chciałam przejechać się samochodem ubrana w dżinsy i trampki- odparła, a Olliminel uśmiechnął się szeroko, ukazując braki w uzębieni i podskoczył wysoko, stukając podeszwami butów, z zadziwiającą sprawnością, jak na jego wiek.
-Doskonale!- zawołał i mamrocząc coś pod nosem, podszedł do konara leżącego kawałek dalej, który porastał zielony mech. Nachylił się nad nim, jakby czegoś szukał. –Gdzie ja to zostawiłem? Gdzieś tutaj. A może to było w innym lesie?- urwał, prostując się z zamyśloną miną. –Nieee. To musi gdzieś tu być.
-Dziadku, wszystko w porządku?- uniosła brew, patrząc z lekkim niepokojem na wyczyny starca, choć nie powinna być zdziwiona. Olliminel był starym dziwakiem. A starzy dziwacy robią dziwne rzeczy.
Starzec wyrzucał za siebie garści zgniłych liści, mchu i ziemi, szukając czegoś w powalonym konarze.
-Zaraz, gdzieś tu… Mam!- wykrzyknął, unosząc coś w triumfalnym geście. Eladiera mimo jasnego światła księżyca nie mogła dostrzec, co to jest. –Tyle lat czekałem. Nareszcie! Nareszcie!
-Dziadku, dobrze się czujesz?- zapytała, a starzec obrócił się do niej gwałtownie, z poważną miną i w kilku krokach pokonał dzielącą ich odległość.
-Jak bardzo chcesz zobaczyć świat ludzi, Etia?- szepnął, nachylając się do jej twarzy tak, że Eladiera odsunęła się odrobinę, zbaraniała.
-Bardzo- odparła. –Ale nie rozumiem jaki to ma związek z…
-Cudownie!- wykrzyknął, przerywając jej i pociągnął za sobą. Szedł tak szybko, że Eladiera ledwo za nim nadążała. Jakim cudem tak stary elf może tak pędzić?
            Zatrzymał się dopiero przed niewielkim jeziorem, otoczonym zielonymi drzewami.
-Stań tam- odparł, z roztargnieniem wskazując jezioro. Eladiera uniosła zdumiona brwi i spojrzała na starca, który wciąż mamrotał coś pod nosem.
-Mam wejść do jeziora? Ale woda jest bardzo…
-Stań tam, Etia- powiedział z taką siłą w głosie, że Eladiera nie miała odwagi go nie posłuchać. Bez słowa weszła do jeziora, zanurzając się po pas. Nagle zerwał się wiatr, a ona zadrżała z zimna.
-Dziadku, co się dzieje?- zapytała, czując jak woda dziwnie faluje. Ptaki z pobliskiego drzewa przeleciały tuż nad jej głową, a ona zdziwiona zadarła głowę, patrząc na księżyc który wolno wyłaniał się zza chmur. Nagle, zupełnie jak na komendę, las zagrzmiał od zbiorowych krzyków zwierząt. Ptaki ćwierkały, wilki wyły, pumy ryczały.
            Kątem oka dostrzegła jak Olliminel wrzucił coś do rzeki. Po chwili jego dno rozświetlił czerwony blask, a wokół jeziora powstało mini tornado, plącząc jej włosy i izolując od reszty świata. Ryki zwierząt się wzmogły, a tedy światło  księżyca padło na jej skórę. Czuła dziwne ciepło i pulsowanie, jakby ziemia drżała.
-Gala Luna, uttien ela vidda, liman ul diel, lerro tia mottien: Etia!- zawołał starzec, a jego głos dziwnie wzmocniony, poniósł się echem po lesie.
Nagle wszystko ucichło tak gwałtownie, że zadrżała. Poczuła lekkie szarpnięcie.
            Ostatnie co słyszała, to słowa Olliminela:
-Gdy będziesz chciała wrócić, weź go do ręki i pomyśl o domu!
A potem pochłonęło ją jezioro.

______________________________________________________

Rozdział trzeci. Dziękuję za te parę komentarzy.
Do następnego.

2 komentarze:

  1. Tak mnie wciągnęło, że nie zauważyłam, że już koniec xD Bardzo ciekawy rozdział.^^ Pozdrawiam.xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tyle: rozwaliłaś mnie tym grzybkiem na ręce Szaitan

    OdpowiedzUsuń