piątek, 29 maja 2015

Rozdział 6

6.

Titanic i telefon.

    Razmus wbił w nią uważne spojrzenie, obchodząc ją dookoła. Miał zamyśloną minę, ale wzrok przytomny. Gładził się palcem wskazującym po brodzie. Eladiera miała ochotę uciec przed jego spojrzeniem, ale uniosła brodę i zniosła to dzielnie.
-Czyli wygląda na to, że tu utknęłaś- stwierdził w końcu, a elfka uniosła brwi.
-Czyli nigdy nie wrócę do Liman ul Thien?- zapytała z dziwną nutą w głosie. Sama nie mogła stwierdzić, czy była to ulga, czy strach. Razmus podrapał się po głowie i wzruszył ramionami.
-Nie powiedziałbym „nigdy”, ale na razie wiem zbyt mało, by móc cokolwiek stwierdzić. Jest szansa, ale bardzo mała. I nie zanosi się na to, by wzrosła, dopóki nie dowiem się na czym polegał rytuał, który odprawił twój dziadek. Wygląda mi to na starą, elficką magię…- odparł, ponownie tonąc w myślach. Pstryknął palcami, a obok niego pojawiła się półka z grubymi tomami, które wyglądały na stare i potężne.
-A dasz radę to rozgryźć do przesilenia?- zapytała, a Razmus zerknął na nią przelotnie, kartkując jakąś księgę.
-Nie wiem. Może- mruknął, a ona odetchnęła. Uczucie ulgi mieszało się z rozczarowaniem. –Dlaczego pytasz?
-Bo wtedy mam ślub- rzuciła od niechcenia, sięgając po kubek z herbatą. Zdążyła już trochę wystygnąć, ale wciąż smakowała o niebo lepiej od różanych nektarów.
-Doprawdy? Czyj?- zainteresował się czarodziej, sięgając po kolejny opasły tom, oprawiony w czarną, popękaną ze starości skórę. Eladiera pociągnęła łyk letniego napoju i wzruszyła beztrosko ramionami, uśmiechając się.
-Mój- odparła, wyciągając się wygodnie na kanapie. Przez chwilę nikt się nie poruszył. Ale, gdy do Razmusa i Belli dotarł sens jej słów, spojrzeli na nią zaskoczeni. Razmus znad księgi, Bella zza kolorowego czasopisma o modzie.
-Że co?- sapnęła skonsternowana Bella, półleżąc na kanarkowożółtej kanapie.
-Wychodzę za mąż za dwa tygodnie- odparła Eladiera, nie wiedząc co ich tak dziwi. Myślała, że wszyscy Zaklęci o tym wiedzą.
-No tak- mruknął Razmus, kiwając głową. –Nowe Prawo Elfów mówi, że córka króla w wieku siedemnastu lat musi wyjść za mąż- wyglądał raczej jakby mówił do siebie, ale i tak Anabelle spojrzała na niego, unosząc wysoko brwi.
-To zupełnie bez sensu- stwierdziła, nagle dziwnie oburzona. –Ja mam trzysta lat i jeszcze nikt nigdy mi nie powiedział, że muszę wyjść za mąż.
-Bo nie jesteś córką Króla Lasu- odparł Razmus, a Bella uniosła brwi wyżej i wróciła do czytania.
            Anabelle chyba nie była nigdy w poważniejszym związku. A żyła już trzysta lat. To szmat czasu. Eladiera zastanawiała się, czy nie czuje się czasem samotna. W końcu miała przed sobą wieczność. A tak długie życie w pojedynkę wydawało jej się niesamowicie nudne. Choć, wampirzyca miała jeszcze Razmusa. Ale Eladiera nie sądziła, by była z tego powodu jakoś specjalnie zadowolona.
-Jaki on jest?- zapytał nagle czarodziej, wyrywając ją z zamyślenia. Zamrugała kilkakrotnie i spojrzała na niego zdziwiona.
-Kto?
-Twój narzeczony!- Razmus uśmiechnął się szeroko, a ona przygryzła wargę i wzruszyła ramionami, nagle sposępniała.
-W porządku- mruknęła, wbijając wzrok w swoje długie, smukłe palce, którymi skubała rąbek koszuli. –Przyjaźniliśmy się od dziecka.
-Razmustycznie!- zapiał czarodziej, a Bella rzuciła mu mordercze spojrzenie zza gazety. Najwyraźniej nie lubiła tego słowa. –Przystojny?- Eladiera podniosła wzrok na czarodzieja, a widząc jego podekscytowaną minę, westchnęła.
            Pomyślała o wszystkich młodych elfkach, które oglądały się za Limannelem, gdy szedł przez dziedziniec. O jego smukłym i umięśnionym ciele, ciemnych, krótkich włosach, lodowo niebieskich oczach, wysokich kościach policzkowych i uroczym, krzywym nosie.
-Tak. Bardzo- odparła, a Razmus rozpromienił się jeszcze bardziej. O ile to możliwe.
-Moje gratulacje!- zaćwierkał, a Eladiera uśmiechnęła się blado. Nie była pewna, czy istniał powód do radości. Wbiła ponure spojrzenie w kolorową okładkę magazynu Anabelle. Była na niej uśmiechnięta, ładna blondynka z czerwonymi ustami, fikuśną fryzurą, ubrana w dziwaczną sukienkę i jeszcze dziwniejsze buty. Ludzka moda jest dość… oryginalna.
            Razmus najwyraźniej zauważył zmianę w jej nastroju.
-Dlaczego się nie cieszysz? Nie chcesz go poślubić?- zapytał, prześwietlając ją spojrzeniem błękitnych oczu. Eladiera zaczęła gryźć wewnętrzną część policzka.
-Nie, nie chcę- wyrzuciła z siebie, wypuszczając powietrze z płuc. Razmus spojrzał na nią zaciekawiony, a Bella zesztywniała, nasłuchując zza gazety.
-Jest jakiś inny?- Eladiera oburzyła się na słowa czarodzieja i poczerwieniała na policzkach. Z niewiadomych powodów nagle pomyślała o Jasperze. Zrumieniła się jeszcze bardziej.
-Co? Nie, skąd! Ja…
-A jednak! Wiedziałem!- Razmus klasną w dłonie z triumfalną miną. Bella odłożyła gazetę na stolik do kawy i przyglądała im się teraz zaciekawiona. Najwyraźniej stwierdziła, że to jest ciekawsze.
-Nie ma nikogo innego!
-Więc dlaczego wyglądasz jak przerośnięty pomidor?- ciemna brew czarodzieja poszybowała wysoko, wraz z kącikami różowych ust.
-To nie ma nic do rzeczy!
-Właśnie, że ma!
-Wcale n…
-I ty doskonale o tym wiesz!- Razmus wszedł jej w słowo, a Eladiera urwała, zaskoczona. Zamrugała kilka razy, nie wiedząc co powiedzieć. Przecież to niedorzeczność! W kim miałaby się niby zakochać? W Jasperze? Prawie go nie znała. W sumie, to wcale go nie znała. Wiedziała tylko, że ma na imię Jasper (chyba) i gra w zespole.
             Eladiera westchnęła i z miną naburmuszonej pięciolatki, wbiła wzrok w szklany stolik do kawę. Czuła, że nie ma sensu dalej się kłócić z czarodziejem.
-Nie chcę wychodzić za Limannela, bo go nie kocham w ten sposób. Tyle- mruknęła, czując na sobie uważne spojrzenia dwójki jej towarzyszy.
-No dobrze- rzekł w końcu czarodziej, przerywając ciszę. –Powiedzmy, że na razie mogę przyjąć taką wersję wydarzeń.
~~~
            Razmus i Anabelle zostawili ją samą w domu, bo „musieli coś załatwić” Ale wychodząc włączyli jej coś co nazwali „telewizorem”, a Eladiera patrzyła jak zaczarowana na ruszające się obrazy w płaskim, czarnym pudełku. Nie mogła się temu nadziwić. Jak włożyli ludzi do czegoś tak małego? To musi być z pewnością jakiś rodzaj magii Razmusa.
~~~
            Jakieś cztery godziny i kilka tuzinów chusteczek higienicznych później, czarodziej i wampirzyca wrócili do mieszkania. W salonie, pod kupą zużytych chusteczek i kolorowym kocykiem, zastali Eladierę, która pociągając nosem, rzuciła w telewizor chusteczką, krzycząc:
-Morderczyni! Przecież oboje byście się zmieścili!- Razmus pstryknięciem palcy wyłączył telewizor, a Bella rzuciła się na kanapę, od razu tonąc w mokrych chusteczkach.
-Ohyda- mruknęła, krzywiąc się. –Mówiłam, że zostawianie jej samej było złym pomysłem- odparła, unosząc zużytą chusteczkę i patrząc znacząco na Razmusa. Ten wywrócił oczami, podszedł do elfki i poklepał ją pocieszająco po plecach.
-No już. To tylko film. Nie płacz biszkopciku- mruczał, głaszcząc elfkę po plecach z czułością, a ona po chwili się uspokoiła i wytarła nos.
-Przepraszam. Czasem mam problem z panowaniem nad emocjami- wymamrotała Eladiera, mnąc chusteczkę w dłoniach.
-Mówiłam. Świ-ruuu-ska!- szepnęła Bella na tyle głośno, że wszyscy ją usłyszeli. Razmus spiorunował ją spojrzeniem, a ona uniosła brwi w obronnym geście i, przeżuwając leniwie gumę w ustach, włączyła telewizor. Eladiera po raz kolejny zastanawiała jakim cudem Razmus wytrzymuje na co dzień z Anabelle. To musi być bardzo trudne.
-Mam coś dla ciebie- odparł nagle czarodziej, a ona spojrzała na niego zaciekawiona.
-Dla mnie?
-Tak. Prezent- przytaknął, a potem wręczył jej małe, ciemne pudełko. –Wygląda na to że zostaniesz tu jakiś czas, więc pomyślałem, że ci się przyda- wyjaśnił, a Eladiera patrzyła przez chwilę na pudełko, potem podniosła wzrok na Razmusa.
-Buchnąłeś to ze sklepu?- zapytała, a Razmus się obruszył.
-Jestem znanym, szanowanym i dobrze zarabiającym czarodziejem- powiedział. -Oczywiście, że buchnąłem to ze sklepu!- fuknął, a Eladiera jeszcze przez chwilę na niego patrzyła. Potem zajrzała do środka. W pudełku było małe, lśniące, ciemne lusterko. Wyciągnęła je i przyjrzała się swojemu odbiciu, niepewna co ma z tym czymś zrobić. Odwróciła to w dłoni i zobaczyła, że z tyłu jest białe, gładkie, z czarnym kółkiem u góry. Cóż to takiego? –Pozwoliłem sobie wpisać nasze numery- Eladiera posłała mu lekki uśmiech i ponownie wbiła wzrok w tajemniczy przedmiot. Po chwili intensywnego myślenia nadal nie wiedziała do czego to może służyć. Westchnęła z rezygnacją.
-Dziękuję, ale… co to jest?- zapytała, Razmus przyglądał jej się przez chwilę w milczeniu, a  potem klepnął się w czoło, jakby o czymś sobie przypomniał.
-No tak. Elfy nie znają ludzkiej technologii- mruknął pod nosem, jakby do siebie, a potem wyciągnął z kieszeni marynarki podobne urządzenie do tego, które trzymała Eladiera. Z tym, że jego było błękitne. –Okej, szybka lekcja. To telefon. Służy do komunikowania się z innymi na odległość. Coś jak listy, tylko w wersji nowoczesnej- wyjaśnił, stukając szybko w ekran, który zaczął świecić. –Teraz do ciebie zadzwonię, a ty odbierzesz- dodał, przyłożył telefon do ucha, a po chwili ten Eladierii zaczął wibrować, świecić i grać w jej dłoni. Na ekranie pojawiło się zdjęcie uśmiechniętego Razmusa. Spojrzała pytająco na czarodzieja. –Dobrze. Teraz przeciągnij zieloną słuchawką po ekranie, przyłóż do ucha, tak jak ja, i powiedz „halo”- elfka wykonała wszystkie jego polecenia z wahaniem.
-Halo?
-Doskonale ci idzie!- pochwalił ją, czarodziej, a ona drgnęła, słysząc jego głos w telefonie.
-Diabelskie urządzenie!- krzyknęła i, nie myśląc wiele, rzuciła telefonem o podłogę, a on rozpadł się na kawałki. Bella wybuchnęła głośnym śmiechem. Razmus westchnął, patrząc na rozbity telefon. –Przepraszam. Poniosło mnie- wymamrotała, a czarodziej ponownie westchnął, machnął palcami, a telefon, cały i zdrowy pojawił się w dłoni Eladierii.
-Okej. Jeszcze raz. Tylko spokojnie- i tak zaczęła się długa lekcja obsługi telefonu komórkowego.
~~~
            -Myślę, że mój stary przyjaciel, Xercon, będzie wiedział coś więcej na temat starej elfickiej magii. Jutro do niego pójdziemy- powiedział Razmus, wymachując drewnianymi pałeczkami na prawo i lewo.
            Siedzieli przy stole, jedząc kolację. Razmus zamówił coś, co nazwał chińszczyzną, twierdząc, że Eladiera musi tego spróbować. Ale ona nie czuła się jakoś przekonana, patrząc na parujące jedzenie z kartoników i drewniane pałeczki, które miały posłużyć jej jako sztućce. Elfy nigdy nie jadły chińszczyzny. Elfy wolały leśne owoce i świeże warzywa.
            Eladiera nabiła na pałeczkę sajgonka i powąchała go, niepewna.
-Spokojnie, nie ma w nim mięsa. To wersja wegetariańska. Ciasto i warzywa- odparł Razmus, a elfka czując bulgotanie w żołądku, wpakowała całą kluskę do ust. –Wracając do Xercona, sądzę, że posiada on księgi, które są niezbędne do odwrócenia czaru Olliminela i wysłania cię z powrotem do Liman ul Thien. Myślę, że nie potrwa to dłużej, niż kilka dni.
-Nafafdę?- zapytała Eladiera z pełnymi ustami, czując przypływ nadziei . Może to zachowanie nie przystoi księżniczce, ale co tam. Była w Nowym Jorku z dala od karcącego spojrzenia ojca.
-Znając życie, coś pójdzie nie tak i nasza elficka księżniczka utknie tu na dłużej- mruknęła Bella, pociągając spory łyk ciemnobrązowego płynu ze swojego kieliszka. Razmus wywrócił oczami.
-Czy ty zawsze musisz być taką dołującą pesymistką?
-Czy ty zawsze musisz być takim denerwującym optymistą?- odwarknęła, eksponując kły zabarwione krwią. Czarodziej zmarszczył brwi, a powietrze wokół niego zafalowało, błyskając iskrami. Eladiera przełknęła czym prędzej sajgonka i zmieniła temat.
-Czyli jutro pokażecie mi Nowy Jork?- zapytała, a tamta dwójka spojrzała na nią, unosząc brwi. Zmieszała się odrobinę, ale nie dała tego po sobie poznać. Uniosła podbródek. –Skoro już tu jestem, to chciałabym zobaczyć jak wygląda to ludzkie miasto. Nie możecie mnie przez cały czas trzymać zamkniętą w mieszkaniu- dodała, wytrzymując dzielnie ich spojrzenia. Pierwszy złamał się Razmus. Z ich dwojga to Anabelle była tym obojętnym, męskim pierwiastkiem.
-No dobrze. Chętnie pokażę ci parę ciekawych miejsc- zgodził się, obdarzając ją uśmiechem. Eladiera odpowiedziała tym samym.
-Jesteś pewien, że to dobry pomysł? W końcu to elf, a one bywają narwane- odparła Bella, mieszając krew w kieliszku. Razmus skarcił ją spojrzeniem. –No co? To prawda. „Ojej, motylek! Ojej, sarenka! Ojej, skunks! Ojej, kaczuszka! Ojej, stokrotka!” Ugh. Rzygać się chce- mruknęła, krzywiąc się. Razmus wykonał ledwo widoczny ruch palcem wskazującym i reszta krwi z kieliszka Belli chlupnęła jej w twarz. Ta spojrzała na niego wściekła. Czarodziej, nie zwracając uwagi na zdenerwowaną wampirzycę, która patrzyła na niego, jakby chciała go zabić gołymi rękoma, odwrócił się do Eladierii z promiennym uśmiechem.
-Oczywiście, że jestem pewien, że to dobry pomysł- odparł. –Bo co niby może się stać?
            No właśnie. To dobre pytanie. Ale Razmus jako Wielki Czarodziej Brooklynu powinien wiedzieć co się stanie i przewidzieć, że lepiej było zostawić Eladierę w domu. 

_______________________________________________________________

Dziękuję, za uwagę. Mam nadzieję, że się podobało. Nie wiem kiedy pojawi się następny. Miejmy nadzieję, że niebawem.
Trzymajcie się!
xoxo

2 komentarze:

  1. No nareszcie! Ile można czekać? Tak, tak natłok pracy! Nie uwierzę, bo sama mam czasu aż ponad miarę mimo, że chodzę do szkoły itd. No, ale i tak wstawiłaś rozdział. Fajny/ Szaitan

    Wpadnij:

    http://zyje-chwila.blogujaca.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział (: Mam nadzieję, że coś wstawisz :D i wrócisz :) Zapraszam do siebie i życzę weny!
    opowiadanieoonedirectioniniekochanej.blogspot.com
    RiDa

    OdpowiedzUsuń